bez kategorii

Aklimatyzacja powrotna. Refleksje

Od mojego powrotu z Tanzanii minął już ponad miesiąc, a życie toczy się (mniej lub bardziej) zwyczajnym torem. Była wiosna, znów wróciła zima. W natłoku spraw codziennych i niecodziennych nawet nie zerknęłam w stronę choćby zdjęć z wyjazdu, aż tu nagle, ukradkiem przemyciła mi się na biurko karteczka. Karteczka niewielka, to też zbyt wiele na niej nie zapisano. Ale to co zapisano, brzmiało tak:

17 lutego 2014 r.

Aklimatyzacja niewątpliwie przebiega. Szara, bura i ponura, jak to w zimie bez śniegu. Różnica temperatury – 30-40 stopni (różnica wilgotności powietrza szczęśliwie niewielka), ale i tak wszystko skończyło się przeziębieniem. No cóż, z dwojga złego nadal lepsze to, niż malaria 😉

Poza tym dostałam dziś bardzo pocieszającą wiadomość:

Jak przestawisz sobie temperaturę na skalę Fahrenheita, to wychodzi, że mamy w Warszawie 36 stopni  😉

Taaak. No to aklimatyzuję się. Wbrew pozorom w całym tym procesie to nie pogoda sprawia mi największe trudności. Powrót do pracy także nie jest jakimś problemem, wszak jak przystało na prawdziwego pracoholika w pracy czuję się jak ryba w wodzie.

To ludzie.

Ludzie, ludziska, lud pracujący miast (i wsi). Jest 7:40 rano (czyli pierwsza czasu Suahili), przystanek, nawet tłoku nie ma, przyjeżdża piękny autobus. Ba, nawet jest ogrzewanie. Cudnie. I miejsce siedzące. To w ogóle WOW! I ludzie, i nikt nie patrzy na siebie, i nikt się nie pozdrowi, wszyscy wlepieni w telefony, w podłogę, uparcie wypatrują czegoś za oknem. I atmosfera grobowa, i wszyscy jedziemy gdzieś, jedziemy za karę, jedziemy jak na skazanie. Obok mnie, po drugiej stronie przejścia, zauważam kolegę z pracy. Z piętra wyżej, jesteśmy nawet w tym samym, zaledwie kilkunastoosobowym departamencie. Spogląda w moją stronę, otwiera jakąś gazetę, zatapia się w lekturze. Cisza. Ja nie istnieję, jestem powietrzem. Nie ważne, że nie było mnie prawie 2 miesiące, że fajnie byłoby usłyszeć proste „Cześć! Jak leci?”

Eeehh… Mzungu. Habari? Nzuri sana! (Jak wieści? Odp. Bardzo dobrze, dziękuję…)
Och, jak mi dziś tego bardzo brakuje.

W porównaniu z warunkami życia w Afryce, tu w Europie mamy niebo na ziemi. Ale Afrykanie mają raj w sercu. My już dawno zapomnieliśmy jak cieszyć się życiem.

Dala dala, czyli prywatny transport publiczny
Dala dala, czyli prywatny transport publiczny

  Izabela

About

Warsaw-based international relations analyst, traveler & folklore enthusiast. Expert on North-East Asia region, particularly Japan. Blogging for fun, in my free time :)

  1. I dlatego bardzo, bardzo nie chcieliśmy wracać w czasie polskiej jesieni. Wróciliśmy latem, było pięknie, i nie rozumieliśmy tych wszechobecnych jęków, że gorąco. A co ludzie w Polsce wiedzą o upałach? 🙂

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Psst... na tej stronie dostaniesz ciasteczko. (więcej informacji)

Ciasteczka (cookies) to małe pliki tekstowe, które zapisane na twoim komputerze ułatwią przeglądanie stron WWW. Ta strona używa plików cookies w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące cookies. Obowiązek poinformowania cię o ciasteczkach nakłada ustawa z dnia 16 listopada 2012 r. o zmianie ustawy Prawo telekomunikacyjne oraz niektórych innych ustaw.

Wszystko jasne, zamknij