Przemyślenia

Słowiańska (jęczy)dusza

Ta melancholijna, słowiańska dusza, która sprawia, że potrafimy zadumać się nad rzewną melodią płynącą z bałałajki, zachwycić pięknem, zapalić świece w cerkwi i rozmyślać w zupełnej ciszy, obca jest innym kulturom świata zachodniego. Nie pojmą jej głośni, zajęci świętowaniem (lub sjestą) mieszkańcy południa Europy, zafrasowani pogodą wyspiarze, ani ich kuzyni zza wielkiej wody.

Na przykład tacy Amerykanie: ludzie otwarci, radośni, (w przeciwieństwie do nas) znacznie bardziej przedsiębiorczy, nie mają słowiańskiej duszy, a przy naszych balladach zapewne wierciliby się w miejscu po czym umarli z nudów. Słowiańskiej duszy nie da się „pojąć” ani „nauczyć”, można ją jedynie „mieć” i „czuć”. Różnicę między nami widać gołym okiem. Nawet w obrządku mszy świętej, gdy np. zestawimy ze sobą pełną ceremoniału liturgię prawosławną / katolicką i pełne płomiennych przemówień nabożeństwa ewangelickie; przepiękne, długie, wielogłosowe akatysty ku czci Bogorodzicy oraz pełne energii Alleluja! tańczącego chóru gospel. Obydwie liturgie są oczywiście piękne, ale w formie zupełnie od siebie odległe, choć cel jest przecież jeden.

Milano, Italy (6)

Ratunku, tramwaj na moście!

Prócz tych cech mamy niestety jeszcze kilka innych, mniej chwalebnych, a jedną z nich jest dość specyficzna mentalność – nieufna, trochę zawistna, mentalność malkontenta i gderacza. Taka słowiańska jęczydusza. Dziś na warszawskiej stacji Metro Politechnika pojawiła się nowa, piękna mozaika przedstawiająca panoramę Warszawy i Stambułu. Dar ten, przekazany nam przez Turcję, jest symbolem obchodzonej w zeszłym roku sześćsetnej rocznicy nawiązania stosunków dyplomatycznych między naszymi państwami.

Ręcznie malowane kafelki mozaiki zostały wykonane, wypalone i przytransportowane z Izmiru; stronie polskiej pozostało jedynie ułożenie ich już na miejscu. I udało się! Ale (i tu wracamy do naszej słowiańskiej mentalności) już pojawiły się pierwsze komentarze, że „panoramy obu miast przedstawione są w uproszczeniu. Na przykład… po moście Świętokrzyskim jedzie tramwaj”. Tragedia! To może odeślemy do reklamacji, jeszcze nie minęło przecież 14 dni. Czy to w ogóle jest jakkolwiek istotne? A czy most Łazienkowski jest spalony na mozaice? Bo może powinien. A jak w końcu go odbudujemy, to wymienimy kafelki na nowe, gdzie będzie już cacy.

Mozaika Politechnika (5)

Nasza słowiańska mentalność sprawia, że gdy usłyszymy typowe, amerykańskie powitanie  „How are you?” „Fine!” „Perfect!” czujemy się nieco niezręcznie, nienaturalnie. Jakoś tak głupio nam jest się pochwalić przed znajomymi, że u nas faktycznie wszystko dobrze, że się układa, biznes się kręci, wszyscy zdrowi i realizacja marzeń idzie jak po maśle. Dziwnie tak powiedzieć, że nam się układa. A jak jemu się nie układa i nasz dobrobyt sprawi mu przykrość? Lepiej nie ryzykować. To już lepiej powiedzieć „jako tako” albo „jakoś leci”. Skąd to się wzięło?

Licho nie śpi

Nasza mentalność nie wzięła się znikąd, bo nie żyjemy w próżni, ani nie wyhodowano nas w laboratorium. To dawne przesądy i wierzenia o których już dawno zapomnieliśmy, a które przetrwały w naszej tradycji i kulturze. Przykład?

Nie chwalimy kwiatów, bo uschną. Nie zachwycamy się dziećmi, bo będą chorować. Nie zazdrościmy pięknych włosów, bo pewnie powypadają. Nie chwalimy się osiągnięciami, by nie zapeszyć. Nie zapeszyć, bo licho nie śpi.

Licho nie śpi. Usłyszy, odwróci fortunę i będzie po ptakach. Więc jeśli ci się wiedzie, lepiej siedź cicho.

Złe spojrzenie

Ludowe wierzenia odnosiły się także do zawistnego oka ludzkiego – przyjdzie sąsiad, pozazdrości, to i zamówi na odmianę losu, rzuci urok na dziecko, krowę otruje (przy czym to ostatnie mogło faktycznie mieć rzeczywisty wymiar). Myślenie, że skoro komuś lepiej się powodzi, to nie dlatego, że lepiej sobie radzi, jest lepiej wykształcony, bardziej oszczędny, ciężej pracuje, ale że więcej (i lepiej) umie kombinować i oszukiwać (przy okazji – wiecie, że bardzo ciężko jest wyjaśnić obcokrajowcom popularną u nas frazę „załatwić komuś coś”? Często zwrot ten nie ma po prostu swojego odpowiednika w języku obcym). Dla starszych pokoleń polaków często cnotą jest pracować, dziękować, że praca jest, że jest dach nad głową i nie prosić o nic więcej. To oczywiście nie wzięło się znikąd i ma związek z naszą, taką a nie inną, historią.

Brakuje nam trochę tej amerykańskiej wiary w siebie, azjatyckiej pracowitości, ale przecież wiadomo, że „nie można mieć wszystkiego” (to także ta nasza mentalność. No nie można i już! ).

🙂

Rybak złapał złotą rybkę. Ta rzekła:
– Wypuść mnie proszę, a spełnię każde twoje życzenie: zdrowie, bogactwo, piękne córki, silni synowie. Proś o co tylko zechcesz. Wiedz tylko, że o cokolwiek poprosisz, twój sąsiad dostanie dwakroć więcej.
Rybak bardzo się zafrasował. Myślał, myślał, aż w końcu wymyślił:
– Rybko, rybko, co za nieszczęście, nieszczęście! Proszę wyłup mi jedno oko…

Izabela

Nie bądź sknera,
podziel się z innymi!

About

Z pochodzenia Sanoczanka, Japanofil, wolontariusz tęskniący za Afryką i etnograf-pasjonat. // Just a small town girl who always dreamed of travels and faraway places... Now Warsaw-based international relations analyst, travel blogger & folklore enthusiast, who cherishes nature, simple life & Irish traditional music. Japanophile. Addicted to haribo jellies & …red lipstick.

  1. Ha, właśnie skończyłam czytać bardzo podobny w wymowie artykuł 😉 się wstrzeliłaś w temat 😉

    Ja bym jednak trochę bardziej rozgraniczyła słowiańską melancholijność a bycie tzw. jęczybułą. O ile melancholijność, pewien mistycyzm i mimowolne przywiązanie do zabobonów (m.in. owo „nie zapeszyć”) jest IMO typowe dla Słowian (a im bardziej na wschód, tym chyba silniejsze ;)), tak narzekanie wydaje mi się cechą typowo polską.
    Dawne wierzenia, zabobony, próba obłaskawienia nieznanego rytuałami wciąż gdzieś tam w nas siedzą, na podświadomym poziomie raczej. Ale wydaje mi się, że owa skłonność do narzekania, kombinowania i pewnej bierności („się należy”) jest bardziej wynikiem historii, jej zawirowań niż „słowiańskiego DNA”. Amerykanie zbudowali swoje państwo praktycznie od nowa, co pewnie dodało pewności siebie 😉
    Gdzieś również chyba czytałam, że i katolicyzm ma swój „udział” w pewnym asekuranctwie i bierności, jaka potrafi cechować Polaków. Chodzi głównie o różnicę z protestantyzmem, który ceni pracę, zakłada, że człowiek ma „tyle swojego”, na co zapracuje (w wielkim uproszczeniu). Uproszczony katolicyzm z jego pogardą do bogactwa (przypowieść o uchu igielnym) i wysuwaniem na przód szlachetności cierpienia i umartwiania się może nieco przeszkadzać w próbach bycia pozytywnie nastawionym 😐

    I zdecydowanie zgadzam się z ostatnim akapitem 🙂 Możemy dokonać zmian, to co kiedyś było przydatne nie musi tak samo dobrze działać obecnie. „Bądź zmianą, którą chcesz zobaczyć w świecie” – zamiast narzekać, że jest niedobrze, lepiej samemu, choćby i drobnymi kroczkami, zacząć coś zmieniać w najbliższym otoczeniu 🙂

  2. True story! Na każdym metrze kwadratowym znajdzie się co najmniej jedna jęczydusza. Markotna, smętna i niezadowolona ze wszystkiego. Czasem trudno umknąć ciemnym chmurom i wzbić się wyżej, ale trzeba próbować! I to najlepiej z uśmiechem 😉

  3. No tak, temat jak najbardziej trafiony. Mnie osobiście charakterystyka naszego usposobienia się podoba. W wielu przypadkach jest synonimem zaradności, o którą ciężko wśród innych narodów.

    Przykładowo sam profil podróżowania propagowany przez nasze społeczeństwo, jest to zupełnie inne podejście aniżeli reprezentantów kultury zachodniej.

    Wydaje mi się, że warto znać swoją wartość i wyżej wymienione zagadnienia odchodzą na drugi plan lub wręcz są marginalne.

  4. No nie mogę tego przyjąć, niby jest w tym poście racja, ale dlaczego nie napiszesz o tych dobrych stronach naszej mentalności? Np. Ze jesteśmy zaradni i w wielu sytuacjach kiedy inni sobie nie radza, my się oodnajdujemy i sobie radzimy? Ot i ze tak powiem u autorki widać to o czym pisze, czyli nie chwalimy bo licho nie śpi… hihihi…
    Pozdrawiam

  5. Nic już chyba na naszą narodową „jęczybułowatość” nie poradzimy. Z drugiej strony Amerykanie mają swoje „Hi, how are you?” które tak naprawdę NIC nie znaczy, jeszcze do niedawna w firmie na takie pytanie otrzymane od Amerykanina potrafiłem zacząć opowiadać, że spoko, ale jak robiłem cośtam, to działo się cośtam. Tu nie o to chodzi – odpowiedz: „I’m fine, how are you?” i idź dalej.

    A tramwaje na moście Świętokrzyskim są mylące, co będzie jak jakiś Turek przyjedzie i będzie przez kilka godzin tam na ten tramwaj czekał? 😉

  6. A ja nie mogę doczekać się zdjęć mozaiki!

  7. Pingback: Życzenia, toasty i przysłowia irlandzkie | Blog o turystyce kulturowej

Dodaj komentarz

Psst... na tej stronie dostaniesz ciasteczko. (więcej informacji)

Ciasteczka (cookies) to małe pliki tekstowe, które zapisane na twoim komputerze ułatwią przeglądanie stron WWW. Ta strona używa plików cookies w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące cookies. Obowiązek poinformowania cię o ciasteczkach nakłada ustawa z dnia 16 listopada 2012 r. o zmianie ustawy Prawo telekomunikacyjne oraz niektórych innych ustaw.

Wszystko jasne, zamknij